Prima Finezja – subtelna dawka kofeiny

Niedawno pisałam Wam o kampanii rekomendacji Optimy Cardio Potas Plus, w której miałam ogromną przyjemność brać udział. A wszystko dzięki portalowi Streetcom (zachęcam do rejestracji tutaj). Dziś muszę się Wam pochwalić kolejną kampanią - mam wrażenie, że stworzoną specjalnie dla mnie 😉

Od czego zaczynacie zazwyczaj dzień? Ja koniecznie od kubka gorącej kawy - nic tak nie stawia mnie na nogi. Mój mąż nawet twierdzi, że jestem prawdziwym kawoholikiem. I w sumie ma dużo racji.... Kiedy dowiedziałam się, że lada chwila w moich rękach wyląduje paczka wypełniona po brzegi kawą - miałam na twarzy uśmiech jak banan. Aż w końcu dotarła.... moja paczka Ambasadorki kawy PRIMA FINEZJA. 

Znalazłam w niej  2 opakowania kawy Prima Finezja po 250g, 12 opakowań po 100 g oraz dwa przeurocze kubeczki.

Prima Finezja to starannie skomponowana kawa o harmonijnym smaku i urzekającym aromacie świeżo palonych ziaren. Za sprawą tradycyjnego procesu palenia oraz mielenia Prima Finezja uzyskuje niepowtarzalny, delikatny smak i pełny aromat.Czym zaskoczyła mnie Prima Finezja? Przede wszystkim intensywnym aromatem jaki unosi się po otwarciu opakowania - w przeciwieństwie do wielu kaw jakie do tej pory kupowałam miałam wrażenie jakby kawa była dosłownie przed chwilką zmielona.Niektórzy twierdzą, że to kawa dla wielbicieli mocnych wrażeń - choć dla mnie kawa jest delikatna i pasuje raczej do popołudniowego ciacha. Mimo to zauroczyła mnie swoim aromatem i od kilku dni towarzyszy mi każdego ranka.

Ciekawa opinii innych osób postanowiłam poszperać nieco w sieci i wiecie co? Wszyscy oceniający kawę Prima Finezji zgodnie twierdzą, że to przede wszystkim kawa z tradycją, która umili każdą chwilę. 

Wśród asortymentu kawy Prima Finezja znajdziecie również kawę rozpuszczalną oraz ziarnistą.

Ja polecam. A co Wy o niej sądzicie?

Lato tuż obok Ciebie – Polny Warkocz – Mazidło odżywczo kojące

Przeglądałam ostatnio z dzieciakami zdjęcia z wakacji. Takie chwile wspomnień w gronie rodzinnym. Przypadkowo natrafiliśmy na zdjęcia maków - od razu zapachniało latem. Piękne czerwone kielichy uśmiechały się do nas przywołując ciepłe letnie dni. A wiecie, że maki wykorzystywane są również w kosmetyce? Tak, tak - to kwiaty, które nie tylko cieszą oczy w cudownych bukietach ale również mają zbawienny wpływ dla naszej urody. Rewelacyjne właściwości maków odkryło między innymi Laboratorium Cosmeceuticum tworząc Mazidło Odżywczo Kojące Tarczyca Bajkalska i Polny Mak. 

Mazidło przeznaczone jest do codziennej pielęgnacji skóry wymagającej regeneracji. Jest doskonałym rozwiązaniem dla zniszczonej, zszarzałej, ziemistej, pozbawionej blasku i energii skóry, wymagającej szczególnie intensywnej i jednocześnie delikatnej pielęgnacji. Mazidło doskonale sprawdzi się przed snem, uspokoi, ukoi, rozluźni napiętą i zmęczoną skórę. Niewielka ilość sukcesywnie aplikowana na oczyszczoną skórę uzupełni niedobory pożądanych składników i substancji odżywczych, przywracając równowagę i przynosząc wymierne korzyści skórze zniszczonej, regularnie narażonej na szkodliwy wpływ czynników środowiskowych i stres. 

Zawarte w mazidle olej z nasion maku polnego i tarczyca bajkalska mają zbawienny wpływ na stan naszej skóry.

Bajkalina (alkaloid roślinny obecny w korzeniu Tarczycy Bajkalskiej)  znacznie spowalnia procesy starzenia skóry, wykazuje intensywne działanie ujędrniające, napina i wyraźnie zwiększa poziom elastyczności skóry.

Olej z nasion maku polnego  bogaty w cenne kwasy tłuszczowe, białka, śluzy, witaminy i minerały wykazuje silne działanie odżywcze i regenerujące. Ponadto dobrze nawilża, wygładza i ujędrnia skórę, poprawia jej elastyczność oraz mikrokrążenie. Substancje aktywne obecne w nasionach polnego maku mają właściwości kojące oraz uspakajające. Olej z maku polnego łagodzi stany zapalne, natłuszcza, działa ochronnie, koryguje skład sebum, zapobiega powstawaniu zaskórników i hamuje nadmierne rogowacenie naskórka oraz mieszków włosowych, przeciwdziała suchości skóry oraz zmniejsza kruchość naczyń krwionośnych.

W składzie znajdziemy również masło shea, witaminę E, olej ze słodkich migdałówWiem, wiem - powiecie, że się powtarzam ale no cóż - opakowania kosmetyków Polny Warkocz są tak urokliwe, że nie sposób tego zaznaczyć. Tak też jest w przypadku mazidła. Słoiczek z ciemnego szkła jak i kolorystyka etykiet podkreślają, że w środku skrywa się kosmetyk w pełni naturalny. Opakowanie zabezpieczone naklejką daje nam pewność, że jesteśmy pierwszymi użytkownikami mazidła. Mazidło ma konsystencję piankową - po aplikacji zmienia się w kremowe masełko, które delikatnie i dość lekko rozprowadza się na skórze, dobrze się wchłania i pozostawia przepiękny zapach.

Regularne stosowanie mazidła faktycznie poprawia stan skóry, staje się ona bardziej promienna, dobrze nawilżona, gładka i przyjemna w dotyku. Nie byłabym sobą gdybym nie wypróbowała mazidła również na inne niż twarz partie ciała i przyznam, że chyba nie miałam jak do tej pory lepszego kremu do rąk. Niewielka ilość nałożona na skórę dłoni zmiękcza ją, łagodzi podrażnienia, sprawia, że skóra staje się delikatna i jędrna.  Spierzchnięta skóra dłoni odeszła w niepamięć a twardy naskórek wokół paznokci to już tylko wspomnienie. 

Mazidło dostaniecie m.in tutaj. Koszt to ok 34 zł. Polecam. A może już znacie?

 

 

 

Kinder country

Czy zauważyliście, że coraz więcej przepisów inspirowanych jest batonikami dla dzieci? Ostatnio podawałam Wam przepis na pyszne Kinder Pingui a dziś mam kolejną propozycję na przepyszne Kinder Country. Polecam to ciasto nie tylko dla dzieciaków - dorośli z pewnością będą cieszyć podniebienia tym niepowtarzalnym smakiem.Składniki:

ok. 250 g herbatników (u mnie Jutrzenka Petit Beurre)

ok 4 szklanek płatków typu Kangusy

2 czekolady białe ( u mnie Wedel)

2 czekolady mleczne (u mnie Wedel)

400 ml śmietanki 30% ( ja użyłam Łaciatej)

250 g serka mascarponeBiałą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Studzimy. 200 ml śmietanki ubijamy na sztywno. Ciągle ucierając dodajemy stopniowo mascarpone. Zmniejszamy obroty miksera i dodajemy przestudzoną czekoladę. UWAGA!!! Jeśli czekolada będzie ciepła śmietana może się zważyć. Do gotowej masy dodajemy 3 szklanki płatków Kangus i mieszamy łyżką. Blaszkę ok 23/23 cm wykładamy folią aluminiową. Na dno układamy warstwę herbatników. Wykładamy masę i równomiernie rozprowadzamy. Na wierzch układamy kolejną warstwę herbatników.

Mleczną czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Studzimy. Pozostałe 200 ml śmietanki ubijamy na sztywno. Delikatnie łączymy ją z rozpuszczoną, zimną czekoladą. Rozsmarowujemy na herbatnikach. Wierzch posypujemy pozostałymi płatkami.

Wstawiamy do lodówki na min 2 godz. 

Smacznego 🙂

Balance Shake – moje wyzwanie w walce o zdrowie

Tytuł dzisiejszego posta brzmi być może przerażająco... spokojnie - aż tak źle ze mną nie jest. Nadejście wiosny skłoniło mnie jednak do poprawy swojej kondycji zdrowotnej. Zdrowsze posiłki wzbogacone o masę warzyw, pełnoziarniste pieczywo, więcej ruchu i dodatkowo odpowiednia suplementacja. No właśnie - apteczne półki wprost uginają się od produktów tego typu. Jak wybrać ten najlepszy? Czy brać kapsułki, tabletki a może...? No właśnie. Każdy organizm ma inne potrzeby - przy wyborze odpowiedniego suplementu diety najlepiej byłoby poradzić się lekarza. Ja tym razem zdecydowałam się na nieco dłuższą "kurację" dla mojego ciała... Z pomocą przyszedł mi Balance Shake od Zinzino. 

Tym razem nie opiszę Wam działania preparatu. Dlaczego? Otóż powód jest prosty - moje wiosenne wyzwanie z Balance Shake potrwa około dwóch miesięcy. Nie mogę Wam napisać jakie są efekty jego działania po kilku dniach stosowania - to byłoby nie uczciwe. Dlatego postanowiłam, że zanim zakończę kurację pojawi się kilka postów dotyczących suplementu. Dziś pierwszy z nich, w którym chciałabym Wam nieco przybliżyć samą markę i produkty Zinzino.

Firma ZINZINO

Firma Zinzino jest jedną z wiodących firm sprzedaży bezpośredniej w Europie Północnej. Produkty Zinzino dostępne są we wszystkich krajach skandynawskich, krajach bałtyckich, Polsce, Holandii oraz Stanach Zjednoczonych. Firma oferuje produkty wysokiej jakości, gdzie zdrowie, środowisko i poczucie codziennego luksusu jest w centrum uwagi. Zinzino jest właścicielem norweskiego przedsiębiorstwa naukowego  BioActive Foods AS oraz  jednostki produkcyjnej  Faun Pharma AS

W asortymencie firmy Zinzino znajdziecie m.in

  • Zinzino Balance - suplementy diety pomagające dbać o Wasze zdrowie
  • Zinzino Coffee - ekspresy do kawy, kawy, herbaty i akcesoria.

Ja skupię się jednak na suplementacji. 

Produkty Zinzino zawierają unikalną kombinację oleju rybnego i oliwy z oliwek, która poprawia profil kwasów tłuszczowych w organizmie. Dlaczego są one tak ważne dla zdrowia? Kwasy tłuszczowe odpowiadają bowiem za prawidłowe funkcjonowanie kluczowych organów – mózgu i serca.Ponadto regulują pracę przewodu pokarmowego i wzmacniają układ odpornościowy, a tym samym stymulują go do wytężonej walki z drobnoustrojami chorobotwórczymi, które atakują organizm. Wydzielane są przez gruczoły łojowe, co sprawia, że odczyn skóry staje się kwaśny, a tym samym zabójczy dla bakterii, które próbowałyby wnikać przez skórę do organizmu. Kwasy tłuszczowe chronią także przed zapaleniem stawów, łagodzą bóle oraz sztywność towarzyszące chorobom reumatycznym. Ułatwiają też wchłanianie wapnia, dlatego są niezastąpione w profilaktyce i leczeniu osteoporozy (tu duży plus ponieważ od kilku lat zmagam się z dyskopatią i zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa - muszę więc zapobiegać dalszemu postępowaniu choroby m.in właśnie poprzez suplementy diety). Doskonale znacie je na pewno jako kwasy Omega-3 i Omega-6 - a najwięcej ich znajdziecie w tak znienawidzonym przez większość tranie (podawanym przez nasze mamy i babcie - fujjj, cóż to było za ohydztwo). 

Produkty Balance są inne, każdy znajdzie tu coś dla siebie  - shake, kapsułki, BalanceOil... do wyboru do koloru. Tych z Was, którzy ineteresują się zdrowym odżywianiem (a to teraz bardzo modne) zapraszam do zapoznania się z rewelacyjnym wykładem doktora Paula Claytona, który wprowadzi Was głębiej w dietetykę opartą na produktach Zinzino - znajdziecie go tutaj 

Ale to nie wszystko. Ci, którzy wypróbują już Balance na własnej skórze mogą również podjąć współpracę jako oficjalni partnerzy Zinzino - szczegóły tutaj .  

Tymczasem ja kontynuuję swoje wiosenne wyzwanie 🙂 

 

Gofry idealne

Długo szukałam przepisu na gofry niczym z mojego dzieciństwa - chrupiące, lekkie i delikatne. Okazało się, że nie tylko dobry przepis ma tu znaczenie ale również moc naszej gofrownicy. Moja ma zaledwie 750W dlatego moje gofry przeważnie wychodziły gumowate i ciężkie...  Po wielu próbach w końcu znalazłam - GOFRY IDEALNE!!! Składniki (na ok 10 gofrów):

125 g oleju (u mnie Kujawski)

250 g mąki pszennej (U mnie Mąka Basia)

2 jajka

3 łyżki cukru pudru ( u mnie Diamant)

2 łyżeczki proszku do pieczenia

200 ml wody

dowolne dodatki (u mnie bita śmietana, dżem, czekolada) 

Żółtka oddzielamy od białek, ucieramy je z wodą, cukrem pudrem, mąką, olejem i proszkiem do pieczenia. Białka ubijamy na sztywną pianę, łączymy ją delikatnie z pozostałą masą. 

Gofrownicę rozgrzewamy. Łyżką wazową rozprowadzamy ciasto. Zamykamy gofrownicę, pieczemy ok 7 minut (w zależności od mocy gofrownicy). Upieczone gofry wyjmujemy na kratkę kuchenną i zostawiamy do przestygnięcia.

Podajemy z wybranymi dodatkami. Gofry idealnie smakują z bitą śmietaną i świeżymi owocami. 

Smacznego 🙂

Kinder pingui

Batoniki kinder pingui znają chyba wszyscy. Dzieciaki je uwiebiają, delikatny biszkopt przełożony pysznym puszystym kremem i oblany czekoladą - ten baton ma coś w sobie. I ma też jedną wadę - jest mały 😉

A co powiecie na kinder pungui w domowym wykonaniu w postaci ciasta? Jest równie pyszne jak batoniki.... można je jeść i jeść bez końca ( no może prawie bez końca).

Składniki:

Ciasto:

5 jajek

1/2 szklanki cukru

3/4 szklanki mąki pszennej (po raz pierwszy użyłam mąki samorosnącej Polski Młyny, która zawiera proszek do pieczenia)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

3 łyżki kakao (u mnie Wedel)

2 łyżki oleju (dałam Wielkopolski)

2 łyżki mleka (najlepiej w temperaturze pokojowej)

Masa:

500 ml śmietanki 30% ( u mnie Łaciata)

4 łyżki cukru pudru

2 cukry wanilinowe (dałam cukier z naturalnym aromatem wanilii dr.Oetker)

250 g mascarpone

2 łyżeczki żelatyny

Dodatkowo:

100 g gorzkiej czekolady (u mnie Wedel)

100 g mlecznej czekolady (u mnie Wedel)

50 g masła

1 łyżeczka oleju ( u mnie Wielkopolski)

3 łyżki mleka 

Białka ubijamy na sztywną pianę, stopniowo dalej ubijając dodajemy cukier a następnie po jednym żółtku. Zmniejszamy obroty miksera i dodajemy olej oraz mleko. Ciągle ubijając dodajemy przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i kakao.

Spód tortownicy o średnicy 26 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wlewamy ciasto. Pieczemy ok 30 min w 180°C. Studzimy. Zimny biszkopt przekrawamy na 2 blaty. 

Czekoladę łamiemy i wrzucamy do rondelka. Dodajemy mleko, masło i olej. Podgrzewamy aż do momentu uzyskania gładkiej masy. Pozostawiamy do przestygnięcia.

Żelatynę rozpuszczamy w niewielkiej ilości gorącej wody. Pozostawiamy do przestygnięcia. W międzyczasie śmietankę ubijamy na sztywno. Pod koniec ubijania dodajemy cukier wanilinowy i cukier puder a następnie stopniowo mascarpone. Na koniec dodajemy żelatynę. Jeszcze przez chwilę miksujemy aż żelatyna połączy się z masą.

Połowę masy wykładamy na biszkopt, smarujemy cienką warstwą czekolady a następnie wykładamy resztę masy. Całość przykrywamy drugą częścią biszkoptu. Wierzch smarujemy pozostałą czekoladą. 

Dla uzyskania jeszcze lepszego smaku możemy biszkopt nasączyć np. mocną herbatą.

Smacznego 🙂

 

 

 

 

Polny Warkocz – pielęgnacja urody i wspomnień czar

Całe moje życie to wieś  - i wcale się tego nie wstydzę. Cudowne spacery po lesie, wypady nad rzekę w czasie wakacji i bieganie po łące od rana do wieczora. Tych wspomnień nikt mi nie odbierze... Chwile kiedy czułam się naprawdę dzieckiem - zabawy w chowanego, podchody, robienie szałasów i ogniska wieczorami. Zapach łąk, polnych kwiatów, świeżo koszonej trawy - czy może być coś piękniejszego? Teraz to tylko wspomnienia... Uwielbiam to. Stare zdjęcia często je przywołują. Ale nie tylko zdjęcia.... kiedy biorę do ręki moje ukochane naturalne kosmetyki - wracają do mnie chwile kiedy razem z przyjaciółkami z dzieciństwa zbierałam polne kwiaty -tak naprawdę nie zdając sobie sprawy, że to nie tylko kwiaty ale prawdziwa skarbnica urody.

No właśnie - dziś mam je zamknięte w cudnych buteleczkach, które skrywają złoto natury. Takim Skarbem jest także Rumiankowa Esencja Micelarna Polny Warkocz od Laboratorium Cosmeceuticum (o dwóch kosmetykach tej marki pisałam Wam także tutaj i tutaj - jeszcze pod szyldem starego bloga).

Rumiankowa esencja micelarna to naturalny, łagodny płyn do demakijażu twarzy i oczu. Delikatnie, lecz bardzo skutecznie usuwa makijaż. Hydrolat rumiankowy, zawarty w esencji łagodzi podrażnienia, działa kojąco. Polecany jest do wrażliwej skóry wokół oczu. Pantenol oraz gliceryna roślinna regulują poziom nawilżenia, przeciwdziałają nadmiernemu wysuszeniu naskórka. Esencja micelarna zawiera konserwant akceptowany przez Ecocert.Uwielbiam te naturalne opakowania kosmetyków Laboratorium Cosmeceuticum. Są nie tylko urocze ale również podkreślają to, co zamknięte jest wewnątrz a etykieta nawiązuje do tego co stworzone przez Matkę Naturę. Tak też jest w przypadku tej esencji. Buteleczka z brązowego szkła zawiera prawdziwe cudo (uprzedzam, że nie chwalę dlatego, żeby zrobić reklamę!!!).Naturalny płyn do demakijażu jest bardzo delikatny i praktycznie bezzapachowy. Wystarczy delikatnie nasączyć nim wacik i przetrzeć okolice oczu i twarzy. Przy pierwszym użyciu miałam wrażenie jakbym na powieki nałożyła kojący kompres. Cudowne uczucie. Płyn świetnie radzi sobie z usuwaniem kosmetyków - także tych wodoodpornych. Dla mnie ważne jest również to, że zmywając makijaż jednocześnie pielęgnuje skórę wokół oczu a także nie powoduje ich pieczenia (co się raczej rzadko zdarza). Lubię kosmetyki micelarne ale przyznam szczerze, że esencji Polny Warkocz nie dorówna żaden kosmetyk - choćby z najwyższej półki.

Skóra po demakijażu rumiankową esencją micelarną jest dokładnie oczyszczona ale nie tylko. Rumianek od lat znany jest ze swoich właściwości kojących. Mało która roślina jest tak idealna do cery podrażnionej, wrażliwej i delikatnej. Wyciągi z kwiatostanów charakteryzują się następującym działaniem:
- przeciwzapalnym
- łagodzącym
- zmniejszającym obrzęki
- zmiękcza skórę
- poprawia koloryt skóry
- delikatnie oczyszcza skórę
- ujędrnia skórę
- odświeża cerę
- delikatnie wybiela.

Wyciąg z rumianku zawarty w esencji ma zbawienny wpływ na stan naszej skóry.Esencja jest bardzo wydajna. Choć w buteleczce mieści się tylko 100 ml to starcza naprawdę na długo. Kupicie ją za niecałe 12 zł m.in. tutaj. Naprawdę warto. U mnie zagościła już chyba na stałe.

 

Polecam!!! 

 

Avon Care – Aloe Vera light Cream – czyli szczerze od konsultantki

Już pewnie w tytule posta zwróciliście uwagę na hasło "konsultantka" - tak, tak... postanowiłam pobawić się z firmą Avon - zupełnie bez zobowiązań. Nie mam nic do stracenia. Ale nie byłabym sobą gdybym polecała komuś kosmetyki, których sama nie sprawdziłam - nie mam takiego zwyczaju. Marka Avon jest znana na rynku nie od dziś - opinie są różne - ale to chyba tak jak w przypadku każdej marki. Zawsze podkreślam, że nasze potrzeby - także te dotyczące kosmetyków są sprawą indywidualną każdego z nas. To co odpowiada mi nie musi służyć mojej koleżance.

Rzutem na taśmę wzięłam pod lupę Aloe Vera light cream . Zachwycająco lekka formuła wzbogacona wyciągiem z aloesu i witaminą E koi, zmiękcza i nawilża podrażnioną skórę twarzy, rąk i ciała. Ne pozostawia tłustego filmu na skórze. Testowany dermatologicznie i alergologicznie. 

Krem skusił mnie dużym 400ml opakowaniem za niewielką cenę oraz swoim składem. Opakowanie rodzinne więc swobodnie mogą korzystać z niego wszyscy. 

Aloe Vera Light Cream to krem przeznaczony do pielęgnacji całego ciała. Ma lekką bardzo przyjemną konsystencję. Zawarta w nim witamina E, moje ulubione masło shea oraz wyciąg z aloesu doskonale pielęgnują skórę, łagodzą podrażnienia. Krem dość szybko się wchłania, pozostawia skórę miłą i delikatną w dotyku a zarazem idealnie odżywioną. 

W moim przypadku krem doskonale sprawdził się jako balsam po depilacji, a także jako krem zmiękczający naskórek kolan i łokci... w końcu o te też trzeba dbać.  Polecam Wam wypróbować krem jako maseczkę do skóry dłoni. Grubą warstwę nakładałam na skórę dłoni po czym zakładałam bawełniane rękawiczki - pozostawiałam tak na ok godzinkę ( wtedy mamy czas tylko dla siebie i możemy usiąść z ulubioną książką) , po tym czasie skóra moich dłoni była naprawdę w świetnej formie. Jest jednak i mały minus w tym wszystkim. Po dłuższym stosowaniu kremu na skórę twarzy zaczęły pojawiać się na niej drobne wypryski. Miałam wrażenie, że krem choć pielęgnuje i co ważne przy mojej odwodnionej skórze dobrze ją nawilża i wygładza to jednak zatyka pory. Polecam więc krem - ale z pominięciem okolic twarzy. Tu jednak wolę pozostać przy moim ukochanym Dermedic.

 

Śnieżny puch


Śnieżny puch to ciasto, które ostatnio robi dużą furrorę. Łatwe i szybkie w przygotowaniu, potrzebujemy naprawdę niewiele składników a w efekcie otrzymujemy prawdziwą pychotkę. Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła śnieżnego puchu dla moich łasuchów. Składniki:

Ok 200 g herbatników ( u mnie Jutrzenka)

2 galaretki (dałam cytrynowe dr.Oetker)

500 ml wrzątku do rozpuszczenia galaretek

500 g twarogu (użyłam Twarogu Hanusi Mlekovity)

1/2 szklanki cukru pudru (u mnie Diamant)

3 śmietany Śnieżki (użyłam Delecty)

400 ml mleka

Wiórki kokosowe (u mnie Bakalland) 

Galaretki rozpuszczamy i pozostawiamy do ostygnięcia.

Blaszkę o wymiarach 25x36 cm wykładamy folią aluminiową a następnie spód wykładamy herbatnikami. 

Śnieżkę ubijamy na sztywno z mlekiem. Osobno ucieramy twaróg z cukrem pudrem na puszystą masę. Na najmniejszych obrotach miksera łączymy ser ze śnieżką a następnie stopniowo łyżka po łyżce dodajemy zimną galaretkę. Gotową masę wylewamy na herbatniki i wstawiamy do lodówki aż masa stężeje.

Wiórki kokosowe wrzucamy na gorącą patelnię. Podprażamy aż staną się złote. UWAGA!!! Wiórki musimy ciągle mieszać aby nam się nie przypaliły. Pozostawiamy do przestygnięcia. Posypujemy wierzch ciasta. 

Smacznego 🙂

Nozitix – bo katar nie musi trwać 7 dni.

Każda mama (i tatusiowie również) przyzna mi, że najważniejsze dla niej jest zdrowie jej dziecka. Ile troski wkładamy w pielęgnowanie, ile nieprzespanych nocy kiedy naszemu maleństwu dokucza brzuszek, męczy gorączka czy dokucza przeziębienie - tego nikt nie zliczy. Każda najmniejsza dolegliwość sprawia, że na głowie przybywa nam siwych włosów. Ale kiedy już coś się dzieje musimy działać. W aptekach dostępnych jest tyle środków bez recepty, że półki wprost uginają się od ich ciężaru. Ale co wybrać? Dzisiaj chciałabym się skupić na przeziębieniu u dzieciaków - a dokładnie na jednym z jego objawów - katarze. Na pewno nie raz przekonałyście się jak potrafi być dokuczliwy dla dziecka - moje dzieci męczą się wtedy strasznie, a zwłaszcza w nocy. Aby im pomóc poza zastosowaniem inhalacji sięgam wtedy po sprawdzone preparaty apteczne. Ale ostatnio moją uwagę przykuło coś nowego - NOZITIX firmy Adamed. Nozitix trafił w moje ręce zupełnie przypadkiem, ot po prostu na jednym z profili facebookowych natrafiłam na informację, że są poszukiwane mamy dzieciaków, które często zmagają się z zatkanym nosem.

Pomyślałam, to coś dla mnie!!! Suche powietrze w domu (w sezonie grzewczym nawilżacz powietrza raczej nie zdaje egzaminu a samo wietrzenie pomieszczeń nie pomaga), wirusy przynoszone ze szkoły przez starszego syna - po prostu koszmar. Dzieciaki całą zimę smarczą jeden przez drugiego. 

Nozitix to spray do nosa działający wspomagająco i łagodząco w leczeniu suchości błon śluzowych nosa, kataru oraz infekcji nosa o podłożu wirusowym, bakteryjnym, alergicznym. 

Nozitix to tiksotropowy spray na bazie olejków naturalnych. Co to oznacza? Po aplikacji preparat skutecznie osiada na błonie śluzowej towrząc warstwę ochronną. Gwarantuje to równomierne rozprowadzenie wszystkich składników oraz wydłużenie czasu kontaktu ze śluzówką nosa. Dzięki temu Nozitix nie spływa z jej powierzchni. W ten sposób powstaje silna warstwa ochronna i nawilżająca. 

A jak działa naprawdę? Przeprowadziłam najpierw mały test na plastikowym kieliszku. Jedna dawka nozitixu i co? Spray faktycznie pozostał na jego ściankach i nic nie spłynęło - to już duży plus. Pora na kolejny test.... tym razem już a zatkanym nosie starszej pociechy. Znów wrócił ze szkoły z zatkanym nosem - oczy przeszklone i kolejna paczka chusteczek poszła w ruch. A za nią nozitix. 

Opakowanie nozitixu zakończone jest wygodną końcówką, która ułatwia aplikację. Forma sprayu sprawia, że nic nie spływa do gardła (w przeciwieństwie do zwykłych kropli - wiecie pewnie jakie to nieprzyjemne uczucie?). Spray otula delikatnie ścianki małego noska, jednocześnie inhalując go delikatnym zapachem. Już po kilku minutach syn mógł swobodnie oddychać. Wieczorem powtórzyliśmy aplikację. Zadziałaliśmy już na początku infekcji i na drugi dzień po katarze nie było śladu. Poza Nozitixem tym razem syn nie dostał żadnych innych środków więc jestem przekonana, że to właśnie spray skutecznie zadziałał.

Opakowanie Nozitixu podarowaliśmy też mamie kolegi syna, który męczył się z katarem (tak właśnie jest - jedno dziecko łapie od drugiego - to działa jak efekt domina). Po dwóch dniach wrócił do szkoły uśmiechnięty i zdrowy. Okazało się, że w jego przypadku nozitix również świetnie zadziałał. Pozwolił dziecku spokojnie przespać noc, udrożnił zatkany nosek ale przede wszystkim skrócił czas trwania infekcji.

Nozitix przeznaczony jest dla dzieci już po ukończeniu 24 miesiąca życia ale również swobodnie mogą stosować go dorośli. Spray naprawdę działa. Firma ADAMED stworzyła wyjątkowy preparat - inny od dostępnych do tej pory.

Ja i moje dzieciaki polecamy. A Wy znacie NOZITIX? co o nim sądzicie?