Kapturki parafinowe na paznokcie i skórki

Brzydkie, twarde i suche skórki wokół paznokci to niestety moja zmora. Pomimo regularnego stosowania kremów do rąk, olejków pielęgnacyjnych i maseczka do dłoni ten problem to dla mnie walka z wiatrakami. Wciąż szukam produktu, który przyniesie efekty na dłużej niż jeden dzień. W ostatnim czasie moją uwagę podczas codziennych zakupów zwróciły kapturki parafinowe na paznokcie i skórki Estetica Group. Cena (3.99) zachęcała do wypróbowania więc skusiłam się na zakup. Regeneracja i wzmocnienie płytki, intensywne nawilżenie skórek, wyrównanie struktury paznokcia, szczególnie w przypadku paznokci cienkich, laskowych, rozdwajających się, po zdjęciu hybrydy, żelu i innych radykalnych zabiegach manicure. 

Kapturki zapakowane są w poreczną saszetkę. W opakowaniu znajdziemy 10 kapturków różnej wielkości z możliwością dopasowania do każdego palca. Część kapturka nasączona drogocennymi składnikami wykonana jest z miękkiego materiału - dzięki czemu dokładnie przylega do powierzchni palca i paznokcia.

W składzie preparatu nawilżającego wchodzi:

Parafina - któraidealnie poprawia kondycję przesuszonej, szorstkiej skóry i płytki paznokciowej. Skutecznie niweluje przebarwienia

Olejek ze słodkich migdałów - jest bogaty w proteiny, sole mineralne, witaminy z grupy B, a także A i E. Nawilża, odżywia, uelastycznia.

Wosk pszczeli - to prawdziwe lecznicze "złoto natury". Silniw odżywia,natłuszcza, zmiękcza. Nadaje połysk. Wykazuje działanie regenerujące.

Proteiny mleka - posiadają prawie identyczny skład jak naturalny czynnik nawilżający (NMF) ludzkiej skóry, co gwarantuje optymalne nawilżenie. 

Kapturki należy nałożyć na umyte i osuszone paznokcie, dopasowując odpowiednio ich wielkość, na 30-60 minut. Po tym czasie zdejmujemy je a nadmiar preparatu wcieramy i pozostawiamy do wchłonięcia.

Samo nałożenie kapturków jest proste, jednak mam wrażenie, że mimo wszystko są zbyt duże i podczas każdego ruchu ręką zsuwały się i musiałam je poprawiać (korzystałam z nich podczas wieczornego oglądania filmu aby nie zajmować dodatkowo rąk innymi czynnościami). Dodatkowo co jakiś czas dociskałam kapturki do paznokcia aby lepiej przylegały. Po upływie 60 minut nadeszła pora na usunięcie kapturków. Pozostałej na palcach formuły było niewiele ale zgodnie z zaleceniami producenta dokładnie wtarłam ją i odczekałam aż się wchłonie. 

Efekt jaki uzyskałam po zastosowaniu magicznych kapturków był super. Najbardziej zależało mi na zmiękczeniu i nawilżeniu skórek i takie właśnie się stały. Preparat dokładnie się wchłonął w skórę wokół paznokci, pozostawiając na niej warstwę ochronną. Idealne rozwiązanie na upiększenie dłoni przed imprezą. Efekt nawilżenia utrzymał się dość długo, ku mojemu zdziwieniu nawet po porządkach w domu bez użycia rękawiczek, moje dłonie wyglądały naprawdę dobrze. Postanowiłam, że kapturki będą moim stałym punktem w pielęgnacji dłoni. Raz na tydzień przy okazji manicure przyda im się dodatkowe spa. Mam nadzieję, że po jakimś czasie stosowania kapturków uda mi się również wzmocnić paznokcie.

A Wy znacie już kapturki parafinowe? Stosowałyście je?

Tort kinder

Tort powstał w tym roku z okazji 8 urodzin mojego syna. Dzieci uwielbiają słodycze typu "kinder" czekolada dlatego tort zrobił na nich wrażenie ogromem dekoracji . Czekoladowy biszkopt przełożony lekkim - również czekoladowym - kremem na bazie bitej śmietany, mascarpone ale tym razem z dodatkiem kakao i mleka w proszku. Składniki:

Biszkopt:

7 jajek

1 szklanka cukru

1 szklanka mąki pszennej (u mnie Szymanowska Polskie Młyny)

1/3 szklanki kakao (u mnie Wedel)

Krem:

500 ml śmietanki 30% (u mnie Łaciata)

500 g serka mascarpone

5-8 łyżek mleka w proszku (użyłam mleka Mlekovita)

5-6 łyżek ciemnego kakao (u mnie Wedel)

4-6 łyżek cukru pudru

Polewa:

60 g czekolady mlecznej (u mnie Wedel)

60 g czekolady gorzkiej (u mnie Wedel)

90 ml śmietanki 30%

Do dekoracji:

kinder niespodzianka

czekoladki kinder

kinder bueno

u mnie dodatkowo: batoniki milky way, malti keks (dr.Gerard)Białka ubijamy na sztywno, stopniowo dodajemy cukier a następnie po jednym żółtku. Zmniejszamy obroty miksera i na najmniejszych dodajemy powoli przesianą mąkę i kakao.

Dno tortownicy o średnicy 26cm wykładamy papierem do pieczenia, przelewamy ciasto. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180º, pieczemy ok 45 minut. Po upieczeniu biszkopt upuszczamy z wysokości ok 50 cm. Postawiamy do wystudzenia. Zimny biszkopt wyjmujemy z tortownicy, przekrawamy na 3 blaty.  

Śmietanę ubijamy na sztywno, dodajemy do niej kakao i mleko w proszku, dokładnie łączymy. Stopniowo dodajemy mascarpone i ucieramy na gładką masę.

Blaty biszkoptu przekładamy masą, chłodzimy.

Czekoladę kroimy na drobne kawałki. Śmietankę podgrzewamy (nie gotujemy), zalewamy nią czekoladę, mieszamy delikatnie aż do całkowitego rozpuszczenia czekolady. Wylewamy powoli łyżką na brzegi tortu - tak aby polewa delikatnie spływała nam na jego boki, pozostałą polewę rozprowadzamy na górze tortu. Wierzch tortu ozdabiamy dowolnie słodyczami.  

Smacznego 🙂

 

 

 

Lipikar Syndet AP+ – La Roche Posay ratuje naszą skórę.

AZS (Atopowe Zapalenie Skóry) - temat rzeka, duży problem nie tylko dla dorosłych ale również dla dzieci, twardy do zwalczenia przeciwnik a do tego coraz częściej spotykany. Czym jest? Atopowe zapalenie skóry to przewlekła choroba zapalna skóry. U pacjentów z atopią, przepuszczalność skóry jest nieprawidłowa, a układ odpornościowy bardzo mocno reaguje - jego funkcje nie są zrównoważone. Skóra jest sucha, wrażliwa i łatwo ulegająca podrażnieniom.

Występują niedobory filagryny - białka skóry zapewniającego przyleganie do siebie komórek powierzchniowej warstwy skóry. Ponadto skórze brakuje lipidów naturalnie występujących na jej powierzchni, które chronią ją przed potencjalnymi alergenami.

W tych warunkach substancje drażniące występujące w środowisku i zazwyczaj dobrze tolerowane, takie jak pyłki, kurz lub niektóre produkty higieniczne, mogą przenikać przez skórę i powodować ogniska wyprysku."

Zmiany atopowe nie tylko wyglądają brzydko ale przede wszystkim są dokuczliwe, u chorych objawiają się uporczywym swędzeniem, pieczeniem i podrażnieniem skóry. Dlatego tak bardzo ważna jest eliminacja czynników wywołujących AZS oraz odpowiednia pielęgnacja skóry i dobór odpowiedniej dla niej kosmetyków. La Roche-Posay już od jakiegoś czasu prowadzi to jedna z firm, które nie tylko prowadzą edukację na temat AZS ale również tworzą linię kosmetyków stworzoną specjalnie dla tego typu skóry.

Jednym z nich jest LIPIKAR SYNDET AP+ - krem myjący, uzupełniający poziom lipidów, przeciw podrażnieniom, przeciw swędzeniu skóry. Krem myjący o wysokiej tolerancji. Odpowiedni już OD PIERWSZYCH DNI ŻYCIA. Pielęgnacja przeciw podrażnieniom i swędzeniu skóry. Stworzony z myślą o najwyższym bezpieczeństwie.  Łagodzi skrajną suchość skóry, pomaga przywrócić równowagę mikrobiomu. 

Odpowiedni również dla: 

  • Skóry od pierwszych dni życia
  • Skóry wrażliwej, bardzo suchej, podrażnionej, z tendencją do swędzenia, które prowadzi do zadrapań,
  • Skóry z tendencją do atopii,
  • Skóry głowy niemowląt i pielęgnacji ciemieniuchy.

Ultradelikatna formuła kremu myjącego do ciała, wzbogacona o Masło Shea i Niacynamid, w połączeniu z Aqua Posae Filiformis, nowym i opatentowanym składnikiem aktywnym aby działać na czynniki determinujące atopowe zapalenie skóry. Eliminujący swędzenie skóry krem myjący od La Roche-Posay przynosi efekty na dwóch płaszczyznach jednocześnie: przywraca i stabilizuje równowagę mikrobiomu na skórze oraz odbudowuje i chroni barierę skórną. Krem zamknięty jest w dość dużej, 400ml butelce z pompką, ułatwiającą dozowanie. Ma mlecznobiały kolor i lekką, delikatnie kremową konsystencję, jest bezzapachowy. Lipikar z łatwością rozprowadza się na skórze, dobrze się pieni. Krem jest bardzo wydajny, niewielka ilość naniesiona na gąbkę lub dłoń pozwala na dokładne oczyszczenie skóry.

Krem stosowałam zarówno u swoich dzieci, które często - zwłaszcza w okresie zimowym - mają problem  z przesuszoną skórą, jak i przetestowałam go na swojej skórze. Jakie efekty?

Krem sprawdził się idealnie. U dzieci już po pierwszym zastosowaniu zauważyłam poprawę w ogólnym wyglądzie skóry - miałam wrażenie, że po kąpieli skóra została otulona delikatnym płaszczem ochronnym. Nawet po dokładnym osuszeniu wyglądała jakbym przed chwilą użyła balsamu lub mleczka do pielęgnacji skóry dziecka. Co najważniejsze - krem złagodził również podrażnienia i zaczerwienienia, zniknęły brzydkie białe ślady przesuszenia, które występują czasem również pomimo stosowania produktów nawilżających skórę. Po kilkukrotnym zastosowaniu, efekt "wooow" stał się już widoczny na każdym polu, skóra idealne nawilżona, gładka i miękka.

W moim przypadku postawiłam nieco większe wymagania - zależało mi dodatkowo na dokładnym a jednocześnie delikatnym oczyszczeniu skóry twarzy. Bałam się, czy krem poradzi sobie z usunięciem makijażu. Ku mojemu zaskoczeniu skóra twarzy jest nie tylko dokładnie oczyszczona ale również zniknęły podrażnienia, które występują u mnie w sezonie grzewczym.  Skóra wygląda świeżo, promiennie i zdrowo.

Polecam krem myjący każdemu kto zmaga się z problemami skórnymi. To początek wygranej walki z jej niedoskonałościami, podrażnieniem, świądem.

Krem myjący dostaniecie w dobrych aptekach. Koszt ok 50 zł. Warto zainwestować. A może już znacie ten produkt? Jaka jest Wasza opinia?

 

Torcik z kremem z mleka w proszku

Czasem przychodzą dni, kiedy przeglądam całe stosy przepisów i zupełnie nie mam pomysłu na kolejny wypiek. Zaglądam wtedy do kuchennej szafki i wyciągam wszystko to co mam akurat pod ręką. Tak czasami powstają najlepsze słodkości. Tak też było tym razem. Chociaż pomyślicie, że poszłam na łatwiznę bo jako bazy użyłam gotowej mieszanki ciasta biszkoptowego Polskie Młyny, to przyznam szczerze, że kody wpadła w moje ręce nie mogłam się powstrzymać i musiałam sprawdzić co to za cudeńko. Mile zaskoczona efektem wypieku stworzyłam właśnie oto taki torcik. Składniki:

Ciasto:

1 opakowanie mieszanki do wypieku ciasta biszkpptowego Polskie Młyny

4 jajka

4 łyżki wody

Masa:

3/4 szklanki mleka

3/4 szklanki cukru

400 g mleka w proszku pełnego

400 g masła

Dodatkowo:

Słoiczek dżemu z czarnej porzeczki 

Mieszankę biszkoptową wsypujemy do miski, dodajemy jajka i wodę i miksujemy ok 7 minut aż do uzyskania puszystej, gładkiej masy. Tortownicę o średnicy 24 cm smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Wylewamy ciasto, wyrównujemy łyżką (w tensposób zapobieganiu wyrośnięciu górki na środku ciasta), wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180º i pieczemy ok 50 minut (do suchego patyczka). Studzimy. Zimny biszkopt przekrawamy na trzy blaty.

Mleko gotujemy z cukrem. Studzimy. Masło ucieramy na puch, dodajemy stopniowo mleko w proszku i wystudzone mleko. Masę dzielimy na 3 części. 

Pierwszy blat ciasta układamy na tortownicy,  smarujemy warstwą dżemu z czarnej porzeczki i wykładamy część masy. Przykrywamy drugim blatem ciasta, ponownie smarujemy dżemem i wykładamy kolejną warstwę masy. Wierzch przykrywamy trzecim blatem ciasta. Wierzch i boki ciasta smarujemy pozostałą masą.

Wierzch ciasta dowolnie ozdabiamy. 

Smacznego 🙂

 

 

 

Plastusie – ucz się bawiąc razem z Granna

Ostatnio dopadła nas choroba. Dwa tygodnie spędzone w domu dały nam się we znaki. Musieliśmy sobie jakoś radzić - ciągłe siedzenie przed tv nie wchodziło w grę. Sięgnęliśmy więc do naszej "magicznej szafki" (to ta, w której kryją się gry i zabawki) i sięgnęliśmy po Plastusie Granna - kolejnej grze z serii "już gram" (o jednej z nich pisałam Wam tutaj). Gra stworzona jest z myślą o najmniejszych naszych pociechach - tych w wieku 2-4 lat. Kolorowe pudełko z pewnością zwróci uwagę naszych smyków a bajkowe obrazki zachęcą do poznania wnętrza. A co znajdziemy w środku?

W pudełku znajdziemy 24 karty do zabawy wykonane z solidnej, grubej tektury, która zapewni nam długą zabawę, instrukcję oraz kolorowy plakat edukacyjny z angielskimi słówkami ( nasze dziecko może nauczyć się swoich pierwszych słówek w trakcie zabawy podczas wspólnej zabawy). Podobnie jak w przypadku gry "Mały Miś" możemy bawić się tu całymi godzinami? Dlaczego? Otóż te niby niepozorne karty z obrazkami to aż 4 wspaniałe gry dla naszych milusińskich.

Pierwsza z nich to  MEMORY - ten rodzaj gry znają chyba wszyscy. Układamy na stoliku wszystkie kartoniki obrazkami do dołu i mieszamy. Odkrywamy 2 kartoniki i sprawdzamy czy udało nam się odkryć parę. Jeśli nie, zapamiętujemy położenie obrazków, zakrywamy je z powrotem i próbujemy ponownie.  Memo to świetny sposób na ćwiczenie pamięci dziecka.

Kolejna gra to ZNAJDOWANKA tutaj w przeciwieństwie do Memo układamy wszystkie karty obrazkami do góry i dokładnie mieszamy. Następnie wybieramy jeden obrazek i odnajdujemy wśród pozostałych kartoników jego parę. Skompletowane obrazki odkładamy na bok i próbujemy odnaleźć kolejne pary. Gra ćwiczy i rozwija spostrzegawczość. 

Trzecia wersja Plastusiowej gry to PLASTUSIOWE OPOWIEŚCI - to zdecydowanie pole do popisu i rozwój wyobraźni dziecka. Układamy wszystkie kartoniki obrazkami do góry . Po jednym kartoniku z każdej pary odkładamy na bok. Pozostałe kartoniki dzielimy po równo - część dajemy dziecku, drugą zostawiamy sobie (chyba, że bawi się np. rodzeństwo). Starszy gracz wybiera jeden ze swoich obrazków i rozpoczyna historię wymyślając do danego obrazka jedno zdanie. Zadaniem dziecka jest dołożyć kolejny obrazek i wymyślić dalszą część opowieści.

Ostatnia gra to ZBIORY - ta wersja najlepiej sprawdzi się podczas naszej wspólnej zabawy z dzieckiem. Układamy wszystkie kartoniki obrazkami do góry. Odkładamy na bok po jednym obrazku z każdej pary. Z pozostałych wybieramy jeden i i zastanawiamy się do jakiego zbioru można go przyporządkować. Np. wybieramy obrazek ze świnką - świnka to zwierzę  - zastanawiamy się więc czy jest jeszcze inny obrazek pasujący do tego samego zbioru, jeśli tak dokładamy go do świnki. Gra Plastusie zapewnia dobrą zabawę ćwicząc przy tym motorykę, pamięć, koncentrację, wspomagając wyobraźnię.  To rodzaj gry jaką ja osobiście bardzo lubię, tzw nauka przez zabawę, okazja do spędzenia wspólnego czasu z dzieckiem, pomaganie mu w poznawaniu świata. Polecamy. A Wy już znacie?

Danio

Ciasto, które robiłam wieki temu. Delikatny mocno waniliowy biszkopt, przełożony kremem na bazie serków Danio i bitej śmietany, wykończony brzoskwiniowym dżemem i płatkami migdałowymi - czy może być coś lepszego. Pora powrócić do odnalezionego gdzieś w głębi zeszytu przepisu. Polecam. Składniki:

Ciasto:

6 jajek

niepełna szklanka cukru

1 łyżeczka proszku do pieczenia

5 budyniów waniliowych ( u mnie dr.Oetker)

Masa:

400 g serka Danio

500 ml śmietanki 30% lub 36% (u mnie Łowicka)

1 galaretka cytrynowa (u mnie dr Oetker)

1 szklanka wrzątku

Dodatkowo:

1 słoiczek dżemu brzoskwiniowego ( u mnie Łowicz)

płatki migdałowe (u mnie Helio) Białka ubijamy na sztywno, stopniowo dodajemy cukier a następnie po jednym żółtku. Zmniejszamy obroty miksera i ciągle ucierając powoli przesiewamy budynie (proszek) wymieszane z proszkiem do pieczenia. Blaszkę 25x36 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wylewamy ciasto, wyrównujemy, pieczemy ok 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180º (do suchego patyczka). Pozostawiamy do wystudzenia. Zimny biszkopt przekrawamy na 2 blaty.

Galaretkę rozpuszczamy w szklance wrzątku. Studzimy. Śmietanę ubijamy na sztywno, dodajemy serki Danio a następnie wystudzoną ale płynną galaretkę. 

Formę, w której piekliśmy biszkopt wykładamy folią aluminiową. Układamy pierwszy blat ciasta, wylewamy masę i przykrywamy drugim blatem. Odstawiamy w chłodne miejsce aby masa stężała. Wierzch ciasta smarujemy dżemem brzoskwiniowym i posypujemy płatkami migdałowymi.

UWAGA: Jeśli lubimy ciasta bardziej wilgotne biszkopt możemy nasączyć wodą z sokiem cytrynowym i cukrem. 

Smacznego 🙂