Mocno truskawkowy sernik na zimno

Truskawki - owoce, które można wykorzystać w kuchni na wiele sposobów. Smakują niesamowicie zarówno w domowych przetworach, w postaci sorbetów, jak również jako podstawa do zup owocowych czy ciast czy innych deserów Szkoda, że sezon na nie trwa tak krótko. Ale póki są trzeba wykorzystać je jak tylko się da. U mnie powstał dziś mega truskawkowy sernik na zimno na czekoladowym spodzie. Mhhhh pycha... Szybki i prosty w wykonaniu a efekt końcowy zadowoli najbardziej wybredne podniebienia. Składniki:

300 g ciastek typu oreo (ja użyłam wersji kakaowej ciastek Neo z Lidla)

60 g masła

800 g truskawek + kilka truskawek do ozdoby

400 g serka waniliowego homogenizowanego (u mnie Rolmlecz)

4 galaretki truskawkowe (u mnie dr. Oetker)

Ciastka rozdrabniamy na piasek (razem z nadzieniem), masło roztapiamy i mieszamy z pokruszonymi ciastkami. Dno tortownicy o średnicy 26 cm wykładamy papierem do pieczenia, wyklejamy dokładnie masą ciasteczkową. Dociskamy.

3 galaretki rozpuszczamy w 500 ml wrzątku. Studzimy. Truskawki pozbawiamy szypułek, dokładnie blendujemy. Mieszamy z serkami homogenizowanymi i wystudzoną galaretką. Masę wylewamy na ciasteczkowy spód. UWAGA!!! Masa jest rzadka. Wstawiamy do lodówki i postawiamy do stężenia.

Pozostałe truskawki kroimy wg uznania - ja pokroiłam w kostkę, układamy na stężałej masie.

Galaretkę rozpuszczamy we wrzątku, studzimy. Lekko tężejącą wylewamy na wierzch sernika. Wstawiamy do lodówki.  Gdy galaretka stężeje nasz sernik jest gotowy. 

Smacznego 🙂

GlySkinCare – Masło z olejkiem arganowym – przyjemność pielęgnacji

O kosmetykach GlySkinCare pisałam Wam już wcześniej (tutaj i tutaj). Wówczas byłam zachwycona ich działaniem i miałam ochotę wypróbować jeszcze więcej (tak to jest kiedy coś jest naprawdę dobre), dlatego postanowiłam sięgnąć po kolejne kosmetyki tej marki. Uwielbiam produkty, które w swoim składzie zawierają drogocenne dla skóry olejki, dlatego tym razem padło na Masło do ciała z olejkiem arganowym.  Teraz kiedy korzystamy już z kąpieli słonecznych, warto zapewnić skórze odpowiednie nawilżenie.Olejek arganowy znany jest mi nie od dziś - zwłaszcza w czystej postaci. Substancje zawarte w oleju arganowym posiadają właściwości pielęgnacyjne. Antyoksydanty, w tym "witamina młodości", czyli witamina E, przeciwdziałają procesom starzenia się skóry, a więc zapobiegają pojawianiu się zmarszczek i spłycają już te istniejące. W związku z tym olej arganowy jest przeznaczony przede wszystkim do pielęgnacji skóry dojrzałej z oznakami starzenia, podrażnionej, zniszczonej. Natomiast nienasycone kwasy tłuszczowe wspomagają regenerację tzw. płaszcza hydrolipidowego naskórka, gdyż uzupełniają niedobory składników tłuszczowych w skórze.Ponadto olej arganowy chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, m.in. przez agresywnym działaniem słońca i wiatru.

Wzbogacona o olejek arganowy formuła masła zapewni  skórze intensywne i długotrwałe nawilżenie. Dzięki zawartości cennych składników: masła shea, białka pszenicznego, keratyny, panthenolu, witaminy E i aloesu, maśło widocznie ujędrni i zregeneruje skórę, pozostawiając ją miękką i gładką w dotyku. 

Masło zamknięte jest w plastikowym, poręcznym słoiczku, zabezpieczonym dodatkowo pod nakrętką folią (to również gwarancja, że nikt wcześniej nie korzystał z kosmetyku). Ma lekką, delikatną konsystencję i obłędny zapach - uwielbiam kosmetyki, dzięki którym po aplikacji moja skóra pięknie pachnie (na zapach zwróciła uwagę również moja druga połówka). Kosmetyk bardzo przyjemnie rozprowadza się na skórze, tworzy na niej delikatną warstwę ochronną (mały minus za dość długi czas wchłaniania, ale jestem skłonna nie zwracać na to uwagi).  

Masło stosuję regularnie od jakichś 2 tygodni, po tym czasie zauważyłam znaczną poprawę nawilżenia i napięcia skóry. Stosuję je wieczorami po kąpieli - wtedy moja skóra najlepiej wchłania wszystkie składniki masła. Jestem zachwycona jego działaniem. Efekt nawilżenia utrzymuje się przez długi czas a z dnia na dzień skóra staje się coraz bardziej elastyczna i wygładzona. Masło idealnie sprawdziło się również jako dodatkowy rytuał po depilacji - nie powoduje podrażnień, łagodzi drobne podrażnienia ale przede wszystkim dodatkowo pielęgnuje skórę.  Nie pomyliłam się wybierając tym razem kolejny produkt GlySkinCare. Po raz kolejny okazało się, że są to kosmetyki wysokiej jakości a potrzebom mojej skóry odpowiadają w 100%.

Masło dostaniecie w sklepie diagnosis24.pl. Cena ok 30 zł za 300ml. Polecam. 

A Wy znacie kosmetyki GlySkinCare?? Jakie są Wasze opinie?

 

 

Sztyft ochronny Bioteq – ratuj się przed słońcem.

Słońce, słońce, słońce - czyli sezon na opalanie uważam za otwarty. Uwielbiam godzinami wygrzewać stare kości w cieplutkich promieniach i smażyć skórę aż stanie się złociście brązowa. Słońce przecież poprawia nasze samopoczucie i  wspomaga produkcję witaminy D3,  łagodzi nawet objawy alergii. Pierwsza opalenizna już się pojawiła ale nie mogę się doczekać też typowo letniego słońca i oczywiście wakacji. Aj, czuję się jak w raju!!!Słonecznie dni wiążą się jednak również z zagrożeniami dla naszej skóry. Niestety promieniowanie niesie ich za sobą naprawdę sporo - zmiany rakotwórcze, poparzenia, przebarwienia, fotostarzenie skóry. Warto już teraz zastanowić się jak skutecznie im zapobiegać. Oczywiście stosujemy mleczka i kremy z odpowiednim filtrem ale są na naszym ciele miejsca szczególnie wrażliwe, dla których te kosmetyki to za mało. O czym mówię? Oczywiście o bliznach, przebarwieniach, zmianach skórnych czy nawet tatuażach. Często o nich zapominamy. Co wtedy? No właśnie - jest i na to sposób. Idealnie sprawdzi się tu Sztyft Ochronny  SPF 50 Bioteq. Pomyślicie pewnie, że żartuję a sztyft to zwykła pomadka ochronna do ust??? Nie, nie... sama jestem zaskoczona bo produkt przeznaczony jest do ochrony plam pigmentacyjnych, tatuaży, blizn, znamion, oczu, ust, nosa a nawet uszu. Takie małe cacko a takie działanie? Tak, a to wszystko dzięki zawartym w nim składnikom takim jak:

Masło Shea: jeden z najskuteczniejszych, naturalnych składników nawilżających, ochronnych oraz regenerujących. Chroni skórę przed promieniowaniem UV, odwodnieniem oraz czynnikami zewnętrznymi. Uwielbiam jego właściwości.
Witamina E: chroni przed niszczącym wpływem wolnych rodników. Wzmacnia i odbudowuje, wygładza, nawilża najgłębsze warstwy skóry oraz przeciwdziała starzeniu komórek.
SPF 50: filtr nowej generacji. Zapewnia komórkom skóry ultra wysoką ochronę przed promieniowaniem UVA/UVB. Dodatkowo zabezpiecza przed fotouczuleniem. Chroni przed powstawaniem przebarwień oraz działaniem wolnych rodników. Mały, mieszczący się w kieszeni czy torebce sztyft ma postać kuszącej zapachem pomadki (aromat jest tak kuszący, że ma się ochotę odgryźć kawałeczek niczym batonika 😉 ). Przyjemna, delikatna konsystencja lekko rozprowadza się na skórze a forma "pomadki" pozwala na precyzyjną, punktową aplikację.

Biorąc sztyft do ręki od razu pomyślałam o moim mężu - jego tatuażu oraz kilku zmianach na plecach, które po słonecznej kąpieli stają się zaczerwienione. Do tej pory jedyną ochronę przed podrażnieniami stanowiła po prostu koszulka. Na majowe słońce postanowiliśmy wypróbować sztyft. Ku naszemu zaskoczeniu zmiany skórne nie były tak intensywnie zaczerwienione, nie piekły, na skórze wyczuwalna była nawet po kilku godzinach delikatna warstwa ochronna.

Ja postanowiłam zastosować sztyft na ustach i nosie. W moim przypadku słońce najbardziej wpływa na ich stan. Po dłuższym przebywaniu w jego promieniach moje usta pozostały miękkie, delikatne. dobrze nawilżone, ponętne. Skóra na nosie nie przybrała barw płachty na byka a wręcz wyrównana była z kolorytem całej twarzy.

Sztyft wykonał swoje zadanie w 100%. Skutecznie chroni przed wpływem promieni UV, zapobiega poparzeniom słonecznym, podrażnieniu skóry, pozostawia skórę nawilżoną i miękką. Od dziś to mój nr 1. Zabieramy go na wakacje. 

A Wy znacie już Sztyft ochronny Bioteq??? Jak się sprawdził u Was???

Ciasto drożdżowe z truskawkami

Sezon owocowy właśnie się rozpoczyna. Nareszcie pojawiły się pierwsze truskawki, które pomimo swojej diety moje jeść bez ograniczeń. Uwielbiam wykorzystywać je też do słodkich wypieków. Ciasta kruche, muffinki, serniki na zimno.... a dzisiaj właśnie drożdżowe. Ach ten zapach unoszący się po całym domu. Polecam i zapraszam do własnoręcznego wykonania. Składniki:

500 g mąki pszennej (u mnie Szymanowska Polskie Młyny)

50 g świeżych drożdży (u mnie drożdże Babuni)

200 ml mleka

3 jajka + 3 żółtka

100 g cukru

100 g masła

500 g truskawek

Kruszonka:

100 g mąki pszennej

60 g zimnego masła

4 łyżki cukru pudru

Do miski wkruszamy drożdże, dodajemy łyżeczkę cukru i łyżeczkę mąki. Dodajemy ciepłe (ale nie gorące mleko) i dokładnie mieszamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 25 minut. W tym czasie nasz zaczyn powinien zwiększyć swoją objętość ok 5-krotnie.

Jajka i żółtka ucieramy z cukrem na puszystą masę. Masło roztapiamy i studzimy.

Do dużej miski przesiewamy mąkę, na środku robimy zagłębienie i wlewamy nasz rozczyn. Drewnianą łyżką zagarniamy mąkę do środka i delikatnie mieszamy z drożdżami. Dodajemy utartą masę jajeczną. Ponownie zagarniając do środka mieszamy je z mąką i drożdżami. Po chwili możemy już zacząć wyrabiać ciasto. Po ok 10 minutach wyrabiania dodajemy rozpuszczone masło i wgniatamy je w ciasto. Jeśli ciasto za bardzo klei nam się do rąk delikatnie podsypujemy mąką.

Wyrobione ciasto formujemy w kulę, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (na ok 1h - 1,5h). W tym czasie powinno co najmniej 2-krotnie zwiększyć swoją objętość.  

Przygotowujemy kruszonkę. Mąkę mieszamy z cukrem i masłem. Zagniatamy.

Wyrośnięte ciasto jeszcze raz krótko wyrabiamy. Gotowe przekładamy do formy o wymiarach 20x30 cm wysmarowanej masłem. Na wierzch układamy pokrojone w ćwiartki truskawki. Posypujemy kruszonką. Odstawiamy ponownie do wyrośnięcia (na ok 25 minut).

Wyrośnięte ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180º, pieczemy 35 minut.

UWAGA!!! Jeśli w domu mamy zbyt chłodno aby ciasto drożdżowe wyrosło wystarczy, że nagrzejemy piekarnik do temperatury 45° i tuż po osiągnięciu temperatury wyłączymy go. Ciasto wstawiamy do piekarnika i czekamy aż w odpowiednich warunkach spokojnie nam wyrośnie. 

Smacznego 🙂

 

Syrop z pędów sosny

Syrop z pędów sosny to świetny domowy środek na kaszel - zarówno u dorosłych jak i u dzieci. Gęsty i lepki był stosowany już przez nasze babcie. Ma działanie wykrztuśne i bakteriobójcze. Pędy sosny bogate w witaminę C, sole mineralne i olejki eteryczne, wzmocnią nasz organizm.

Syrop z sosny warto zażywać, gdy:

  • dopadło cię przeziębienie;
  • masz kaszel i chrypkę;
  • cierpisz na zapalenie gardła;
  • masz zdiagnozowane zapalenie oskrzeli;
  • chorujesz na grypę;
  • masz katar;
  • czujesz się osłabiony;
  • masz dreszcze i czujesz przejmujące zimno. 

Młode pędy sosny najlepiej zbierać w maju. Najbardziej soczyste są te długości do ok 12 cm. UWAGA!!! Nie zrywajmy jednak wszystkich pędów z jednego miejsca aby nie uszkodzić drzewa, pozostawmy mu kilka przyrostów aby mogło spokojnie dalej rosnąć. 

Przepis na syrop z sosny:

Młode pędy sosny

cukier

Biały cukier można zastąpić cukrem trzcinowym, miodem lub nawet ksylitolem

Młode pędy sosny kroimy na mniejsze kawałki. W dużym słoju układamy ok 3 cm warstwę pędów a następnie przesypujemy warstwą cukru. Układamy naprzemiennie warstwami aż do wykorzystania składników. Ostatnią warstwę powinien stanowić cukier. Słoik przykrywamy gazą i przewiązujemy sznureczkiem lub gumką. Zabezpieczamy w ten sposób przed dostaniem się zanieczyszczeń lub mrówek do środka. Słoik stawiamy w ciepłym miejscu (najlepiej gdzieś na słońcu) i pozostawiamy do momentu aż cukier zupełnie się rozpuści a nasze pędy puszczą sok. Gotowy przecedzamy przez sito i przelewamy do słoiczków lub buteleczek. Odstawiamy w chłodne i ciemne miejsce. Syrop zachowuje swoje właściwości nawet kilka lat. Jak dawkować???

Profilaktycznie: 1 łyżeczka z rana lub jako sok do wody albo dodatek do herbaty.

W czasie choroby:

  • dorośli 3-4 razy dziennie po jednej łyżeczce;
  • dzieci 3 razy dziennie po jednej łyżeczce.

Na zdrowie 🙂

 

Pyszne ciasto z kaszą manną

Kasza manna - zmora chyba większości dzieci. Moja też, jednak jej smak w cieście zupełnie mi nie przeszkadza. Dzisiaj mam dla Was przepis na deser dla osób, które lubią nieco bardziej słodkie ciasta. Kolorowe, proste i smaczne. Składniki: 

Ciasto:

3 jajka

1/2 szklanki cukru

1/4 szklanki oleju

3/4 szklanki mąki pszennej (użyłam Mąki Szymanowskiej Polskie Młyny)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Masa:

1 litr mleka

250 g masła

1 szklanka cukru

1 cukier waniliowy

1 szklanka kaszy manny

Dodatkowo:

1 słoiczek dżemu truskawkowego

2 galaretki truskawkowe

ok 100 g herbatników (u mnie kakaowe)

Z białek ubijamy sztywną pianę, stopniowo dodajemy cukier, a następnie po jednym żółtku. Ciągle ucierając dodajemy przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia a na końcu cienkim strumieniem wlewamy olej.

Blaszkę o wymiarach 25x36 cm wykładamy papierem do pieczenia, przelewamy ciasto. Pieczemy ok 35 minut w piekarniku nagrzanym do 180°.

Upieczony biszkopt studzimy. Zimny smarujemy dżemem truskawkowym.

Mleko zagotowujemy z masłem, cukrem i cukrem waniliowym. Do gotującego stopniowo wsypujemy kaszę, mieszamy aby nie powstały grudki. Gotujemy do momentu aż kasza będzie gęsta. Gorącą wykładamy na ciasto. Na wierzch układamy herbatniki. Pozostawiamy do wystudzenia.

Galaretki rozpuszczamy w 3/4 litra wody. Studzimy. Tężejącą wylewamy na herbatniki. Pozostawiamy do stężenia.

Uwaga!!! Jeśli chcemy aby ciasto było mniej słodkie możemy użyć dżemy wiśniowego lub z czarnej porzeczki. 

Smacznego 🙂

 

Syrop z mniszka lekarskiego.

Mniszek lekarski - jego kwiaty zna każdy, nie każdy jednak wie jak wiele właściwości zdrowotnych mają te małe, żółte główki. Słońce w pełni, to ostatnie chwile aby zdążyć z przygotowaniem syropu z mniszka zanim kwiaty zamienią się w dmuchawce, tak uwielbiane przez dzieciaki. 

Syrop z mniszka lekarskiego (zwany również miodem z mniszka) jest skarbnicą witamin, minerałów i innych substancji, które mają działanie prozdrowotne, w związku z tym może być stosowany w leczeniu wielu dolegliwości.

  • układ oddechowy - kaszel, chrypka, stany zapalne jamy ustnej i wszelkie infekcje dróg oddechowych (działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne)
  • układ pokarmowy - miód z mniszka stymuluje produkcję soków żołądkowych i poprawia trawienie
  • infekcje dróg moczowych - ze względu na działanie moczopędne syrop z mniszka łagodzi schorzenia pęcherza, nerek i kamicy moczowej
  • wspomaganie leczenia schorzeń wątroby (np. po przebyciu WZW czy marskości wątroby) i woreczka żółciowego
  • wspomaganie leczenia miażdżycy
  • łagodzenie stanów zapalnych skóry i przyśpieszenie gojenia się ran
  • oczyszczanie organizmu z toksyn 

Kwiaty mniszka lekarskiego najlepiej zbierać w maju, ponieważ wtedy są najbardziej dojrzałe i nie mają charakterystycznego posmaku goryczy.

Należy zbierać je w słoneczny dzień, koniecznie przed południem, kiedy kwiat jest najbardziej otwarty. Zebrane o tej porze dnia płatki mają najwięcej smaku i aromatu.

Przed przygotowaniem syropu kwiaty mniszka lekarskiego należy rozłożyć na białym papierze - dzięki temu łatwiej będzie nam zobaczyć i usunąć wszystkie owady.

Kwiaty zbieramy z dala od dróg, należy też uważać na te na polach ze względu na możliwość zawarcia w nich pestycydów z oprysków stosowanych w tych miejscach. 

Przepis na syrop z mniszka lekarskiego:

1000 główek kwiatów mniszka (bez łodyżek)

2 litry wody

2 kg cukru

4-5 cytryn

Kwiaty mniszka tuż po zebraniu rozkładamy na białym papierze lub ściereczce - zostawiamy na jakiś czas aby pozbyć się wszelkich żywych istotek. Czyste kwiaty wrzucamy do garnka, zalewamy 2 litrami wody, zagotowujemy. Na małym ogniu gotujemy jeszcze pod przykryciem przez 20 minut. Całość odstawiamy na 24 godziny.

Po upływie tego czasu kwiaty przecedzamy (możemy je wycisnąć w dłoniach aby wydobyć jak najwięcej naparu). Do przecedzonego naparu dodajemy cukier oraz sok wyciśnięty z cytryn (ten również najlepiej przecedzić dodatkowo przez sitko). Stawiamy na ogień i na wolnym ogniu gotujemy ok 2 godzin (im dłużej gotujemy tym nasz syrop będzie gęściejszy). Gotowy, gorący syrop przelewamy do wyparzonych słoiczków lub szklanych buteleczek, przekręcamy do góry dnem, przykrywamy grubym ręcznikiem lub kocem i pozostawiamy do wystudzenia.

Syrop odstawiamy w ciemne, chłodne miejsce. Możemy go przechowywać kilka miesięcy.

UWAGA!!! Pomimo właściwości zdrowotnych syropu z mniszka lekarskiego niestety nie wszyscy mogą sobie pozwolić na jego stosowanie.  Ci, którzy walczą z chorobą wrzodową lub nadkwasowość żołądka powinni rezygnować z tego produktu. Uważać powinny również chorzy na niedrożność jelit i dróg żółciowych, a także cukrzycę.

Na zdrowie 🙂 

 

 

Styropian

O tym, że uwielbiam serniki nie muszę już chyba mówić. Ale są też ciasta, które idealnie oddają wszystkie walory smakowe sernika, co więcej przypominają je pod każdym względem. Jednym z nich jest właśnie ciasto styropian. Składniki:

Ciasto:

3 szklanki mąki pszennej ( u mnie Szymanowska Polskie Młyny)

1/2 szklanki cukru

6 żółtek

250 g masła (u mnie Masło Polskie Mlekovita)

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią (u mnie Kotanyi)

Masa:

1200 g śmietany 18% (u mnie Piątnica)

1 szklanka cukru

2 budynie śmietankowe bez cukru (u mnie dr.Oetker)

6 białek

Dodatkowo:

cukier puder do oprószenia

Mąkę przesiewamy, dodajemy cukier, proszek do pieczenia i masło. Siekamy nożem do lekkiego połączenia składników. Dodajemy żółtka. Zagniatamy gładkie ciasto. Dzielimy na 2 nierówne części.

Blaszkę 25x36cm wykładamy papierem do pieczenia. Spód wyklejamy większą częścią ciasta, nakłuwamy widelcem. Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190º, podpiekamy przez ok 15 minut. Lekko schładzamy Resztę ciasta wkładamy do zamrażarki. 

Z białek ubijamy sztywną pianę, stopniowo dodajemy cukier a następnie proszek budyniowy. Zmniejszamy obroty miksera i ciągle ucierając stopniowo dodajemy śmietanę. Gotową masę wylewamy na podpieczony spód. Na wierzch na tarce o grubych oczkach ścieramy schłodzoną część ciasta.

Całość wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180º i pieczemy ok 50-60 minut. Upieczone ciasto pozostawiamy w zamkniętym piekarniku jeszcze na 30 minut a następnie uchylamy drzwiczki piekarnika i pozostawiamy na ok godzinę.

Wystudzone ciasto posypujemy cukrem pudrem.

UWAGA: Jeśli lubicie wiórki kokosowe możecie je dodać do masy śmietanowej. 

Smacznego 🙂

 

 

Ciasto z karmelizowanym słonecznikiem

Uwielbiam połączenie kawy i karmelu. To chyba mój ulubiony zestaw. Dla mnie te smaki uzupełniają cię całkowicie. Ciasto z karmelizowanym słonecznikiem jest właśnie połączeniem idealnym. Kakaowy biszkopt nasączony kawowym ponczem, krem karmelowy a całość uwieńczona kruchym i chrupiącym słodkim słonecznikiem. Składniki:

Ciasto:

4 jajka

2 łyżki kakao

1 łyżeczka proszku do pieczenia

4 łyżki oleju

2/3 szklanki cukru

1 szklanka mąki pszennej

Masa:

400 g masy krówkowej

200 g masła (minimum 82%)

Karmelizowany słonecznik:

300 g słonecznika łuskanego (użyłam słonecznika Bio Polskie Młyny)

1/2 szklanki cukru pudru

120 g masła

2 łyżki mleka

2 łyżki miodu

1 cukier waniliowy

Poncz:

2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

2/3 szklanki wody

2 łyżki rumu lub innego alkoholu Z białek ubijamy sztywną pianę, stopniowo dodajemy cukier. Kiedy cukier się rozpuści dodajemy stopniowo olej. Zmniejszamy obroty miksera i dodajemy stopniowo po jednym żółtku, a następnie mąkę wymieszaną z kakao i proszkiem do pieczenia. Formę 25x36 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wylewamy ciasto, wyrównujemy  wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°. Pieczemy ok 30 minut. Studzimy. 

W rondelku rozpuszczamy masło, dodajemy cukier puder, cukier waniliowy, mleko i miód. Zagotowujemy. Dodajemy słonecznik. Dokładnie mieszamy i gotujemy jeszcze ok 2 minut. Blaszkę z piekarnika wykładamy papierem do pieczenia. Rozsmarowujemy masę słonecznikową i pieczemy ok 10 minut w 180°. UWAGA!!! Pilnujemy aby słonecznik nam się nie przypalił ponieważ będzie gorzki. Pieczemy tylko do momentu aż będzie złocisty. Studzimy i kruszymy.

Kawę rozpuszczamy we wrzątku, studzimy. Dodajemy rum.

Masło ucieramy na puch (do momentu aż stanie się białe), dodajemy stopniowo po łyżce masy krówkowej. Miksujemy do momentu aż masa będzie gładka i jednolita.

Biszkopt przekrawamy na 2 blaty. Pierwszy blat ciasta nasączamy połową ponczu, wykładamy 2/3 masy, przykrywamy drugim blatem ciasta, nasączamy resztą ponczu. Wierzch ciasta smarujemy resztą masy i posypujemy pokruszonym słonecznikiem. 

Smacznego 🙂

 

 

Domowe lody

Lody - uwielbiają je i dorośli i dzieci. Te domowe są pyszne. Aby je przygotować wcale nie musimy inwestować w drogie maszynki. Wystarczy zwykły mikser i tylko 2 składniki. 

Składniki:

1 puszka mleka skondensowanego

600 ml śmietanki 30%-36%

Śmietankę ubijamy na sztywno. Stopniowo, na najmniejszych obrotach miksera lub mieszając drewnianą szpatułką, dodajemy łyżka po łyżce  mleko skondensowane. Gotową masą napełniamy foremki do lodów lub po prostu naczynie z którego będziemy nabierać gałki lodów. Wstawiamy do zamrażarki i nie pozostaje nam nic więcej jak tylko czekać aż nasze lody będą zamrożone i będziemy mogli delektować się smakiem. 

UWAGA!!!  Aby wyjąć lody z foremek wystarczy na krótko zanurzyć je w ciepłej wodzie. Do lodów możecie dodać również zmiksowane owoce lub rozpuszczoną i schłodzoną czekoladę. 

Smacznego 🙂